Wyprawa po buty

Wyprawa po buty

posted in: Domowo | 0

butyZnowu czekała nas wyprawa po buty. Poważnie zaczęłam zastanawiać się jakim cudem co 3 (albo i mniej!) miesiące muszę udać się do obuwniczego i zostawić w nim ilość pieniędzy niewspółmierną do rozmiaru giczoła Młodego. Tym bardziej, że dziecię me żywi się energią z kosmosu (bo przecież mleko matki po 1 roku życia to woda), więc skąd te zmiany?!

Przy pierwszych butach przeczesałam Internety w wzdłuż i wszerz, pytając o opinie wszystkie matki jakie mi się nawinęły. Niestety po komentarzach, że dziecku trzeba kupić buty dobre (a dobre buty to te oscylujące wokół 400 zł) bo inaczej żeś wyrodna matka, to w przypływie głębokiej zadumy i dyskusji z portfelem uznałam, że jednak jestem wyrodną matką. No może nie całkowicie ale jednak. Sandałki kupiłam w pierwszym sklepie z bucikami do jakiego weszłam. Miłości do nich nie było, do ceny tym bardziej. Zwłaszcza, że należały do polecanej marki dziecięcej. Były twarde, sztywne (podobno takie miały być!) i Młody się w nich co chwila potykał. No dobra – uczył się chodzić, miał prawo. Ale i tak niechęć ma została. Ale, ale, dyplom dostałam, że Młody mi pięknie dziękuje za takie super buciki! To nic, że wypisała go Pani w sklepie a Młody dalej wolał na boso…

Po 3 miesiącach długość butów niestety się skończyła – lato jeszcze nie. Buty nr 2 skurczyły się jeszcze szybciej niż pierwsze, ale żalu nie mam. Lato też poszło w niepamięć i tak trzeba było odziać Młodego w coś, co nie powodowało zamarzania kostek i paluszków. A raczej co po odwiedzinach w KAŻDEJ kałuży po drodze nie kończyło się wyżymaniem skarpetek. Znowu szukanie, znowu informacja zwrotna: 400 zł albo występujesz w konkursie na Najgorszą Matkę Roku. Szlag, to już by była trzecia nominacja. No nic – bywa.

Buty które nam przypadły do gustu (Młodemu mniej, on znosił nam te różowe z brokatem i kucykami Pony) kupiliśmy w Deichmanie marki „Elefanten”. Wygodne (chyba…), tylko Młody szybko skasował czubki, ale ogólnie posłużyły dość długo. Pewnie posłużyłyby dłużej, ale w gratisie dostaliśmy miarkę i jakiegoś pięknego wieczoru dziecię ją odnalazło i zaczęło się nią bawić. Uświadomiła nas ta zabawa dlaczego Młody ostatnio niechętnie chodzi na spacer i pokazuje „tuuu” na buty. Święta nie święta, sylwester też, ale nie ma co – idziemy po buty. Zaprawdę powiadam wam – drugiego stycznia NIE kupuje się butów. Nie wiem jak to zrobiliśmy, buty kupiliśmy ZA MAŁE. W sklepie pasowały, miarką pasowały. Trzy razy (serio…) na stopie i foch, obraza. Nosić nie będzie bo cisną. Rozumiem, pogłaskałam, zacisnęłam zęby (oddać już się nie dało) i poszłam po nowe.

Tym razem piąta nominacja (oj doczekam się jak Leo Oskara) – obok miałam tylko CCC. I bingo – również miękkie, wygodne, skórzane buciki. Lasocki Kids dało radę. Chętnie je nosił, grzały, nie rozpadły się. Przetrwały błoto, śnieg i kałuże. Ja wiem, 2,5 miesiąca więc szału nie ma, ale mimo wszystko dały radę. Aż nadszedł dzień i stwierdzenie (wygadana bestia się robi): Mamuuu tuuuu!

Z braku samobieżnego pojazdu z kierowcą pod ręką (Pan Ojciec i Mąż zarazem jak zwykle w pracy), został mi wyżej wymieniony sklep. Sklep w swym asortymencie posiadał JEDNĄ sztukę obuwia w rozmiarze Młodego więc i wybierać nie było co. Cena nie zabiła. Nawet bez promocji. Mają szczęście no. Z Młodym tez progres – tym razem znosił buty z „Brym Brym” w o wiele bardziej stonowanych kolorach. >Uf<

Aha.

Są niskie.

Kałuże wysokie.

Szukam kaloszy. Ocieplanych. Ktoś coś?

Nie, nie za 400zł.

Trudno, postawie statuetkę na honorowym miejscu.

Młody i tak ją szybko skasuje 😉

 

A jak ktoś jest ciekawy na co zwrócić uwagę przy kupnie butów to takową notkę uczynię. Uwzględnię również konkurencję do Najgorszej Matki Roku i nie skupię się wyłącznie na modelach z kolekcją certyfikatów. Zapraszam!